To tylko horror…

Każdy człowiek ma potrzebę zabawy, każdy człowiek ma w sobie potrzebę bezpieczeństwa. Wydarzenia straszne wokół nas, odrzucają nas sprawiają, że czujemy się niepewnie. W życiu, każdy pragnie czuć się bezpiecznie i unika sytuacji, które sprawiają, ze czuje się niekomfortowo.

Biorąc to pod uwagę, wydaje się dziwne, że tak wiele osób lubi horrory. Książki lub filmy, które maja za zadanie straszyć, przerażać. To jakie znacie horrory, dużo może powiedzieć o was, o waszych lękach, fobiach. Wiele osób bojąc się panicznie pająków, mimo wszystko lubi oglądać filmy, w których pająki „odgrywają” główną rolę. Wśród wielu moich znajomych, którzy boją się tych małych stworów, ulubionym filmem pozostaje „Arachnofobia”.

Ukazuje to jak bardzo staramy oswoić swoje lęki, jak bardzo chcemy zapanować nad nimi. Przez czas seansu, możemy zmierzyć się z nimi, w bezpiecznej sytuacji. Obejrzeć film, w którym główny bohater i tak odniesie zwycięstwo i pośrednio pokona nasze lęki.

Horror, jako gatunek, pojawił się bardzo wcześnie. Z perspektywy czasu, śmieszą nas dziwne miny i gumowe nietoperze w starych horrorach. W sklepach ,co jakiś czas, pojawiają się odnowione edycje klasycznych horrorów. Te najstarsze, pierwszy „Dracula”, „Frankenstein”, czy „Upiór w operze”, zamiast straszyć śmieszą nas. Jednak, dużo jest to w stanie powiedzieć o ówczesnych ludziach i o nas samych. Tak naprawdę mechanizm straszenia jest ten sam co wówczas. Zmieniają się tylko środki, dzięki którym twórcy wywołują w nas dreszcz przerażenia. Z pewnością ludzie żyjący za sto lat, oglądając filmy, które nas teraz tak przerażają, uśmiechną się z politowaniem.

Bez względu jakie znacie horrory, zawsze pojawią się takie, które was na nowo przerażą. I nie chodzi tu bynajmniej o potwory wyskakujące z ciemności, wampiry, czy wilkołaki. To tylko alegorie zwierzęcia, które w nas zamieszkuje. Bardziej przerażają te, w których nic nie widać. W których pojawia się tylko cień, w których nieznaczny ruch, albo wzrok bohatera mówią, że coś się zbliża. Jedna z najbardziej przerażających scen, to taka, w której w opuszczonym domu, niespodziewanie po schodach zaczyna staczać się mała, czerwona piłeczka. I nic więcej. Wiemy, że dom jest pusty, wiemy, że coś czai się w ciemnościach, i igra z bohaterem. Dodatkowo przedmiot, tak dobrze się kojarzący, jak dziecięca piłeczka, wzmacnia tylko to niesamowite wrażenie. Bo czasami zło przybiera różne postaci. Bywa wesołym klaunem, spokojnym nieznajomym, przyjacielskim psem. Znajdujemy wiele z tych odsłon w powieściach Stephena Kinga, i pojawiają się one w ekranizacjach jego powieści. Według mnie to tutaj najpełniej łączy się literatura z filmem. Przy tej okazji, nie można nie wspomnieć genialnej ekranizacji jednej z najlepszych powieści Kinga – „Lśnienia”. Dzięki rewelacyjnej roli Jacka Nicholsona, prowadzonego przez doskonałego Stanleya Kubricka, powstało arcydzieło. Film, który obnaża wszelkie nasze lęki i słabości. Film w którym do alegorii urastają przywary ludzi i słabości, które doprowadzają ich do szaleństwa. Szaleństwa, które reżyser zdaje się mówić, dotyczy każdego z nas. Genialne, a przecież to tylko horror.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *